środa, 5 stycznia 2011

Tajemnica

Tajemnica. To chyba tajemnica pociąga w opowieści. Zawsze jestem zainteresowany, gdy czytam w streszczeniu filmu lub opisie na okładce powieści o „sekrecie z przeszłości” (najlepiej – mrocznym sekrecie). Dobrze opowiedziana historia powinna zaskakiwać, czyli nie odsłaniać wszystkiego od razu. Oczywiście nie jest to warunek konieczny, ani wystarczający. Ale dobrze podana tajemnica dodaje opowieści smaku.
Kiedy na przykład po raz kolejny czytam na głos książeczkę o Dżinie, tą ulubioną, brakuje mi tajemnicy. Poznałem ją już dawno, a od iluś tam tygodni odczytuję na nowo – co chwilę. Wiadomo, że pałac wróci na swoje miejsce a zły czarownik zostanie na końcu świata na zawsze, by już nikomu nie zagrozić. Już mnie to nie wciąga. Widocznie w wieku dwóch lat ma się inne potrzeby, jeśli idzie o poznawanie historii. Chyba się wtedy bardziej myśli na sposób inżyniera Mamonia i wybiera to, co się już zna (a może to Mamoń myślał jak dwulatek?)
Arystoteles rozpoczyna swoją Metafizykę od stwierdzenia, że człowiek z natury dąży do poznania. Może w tym leży siła opowieści zawierających tajemnicę: są bliskie naszej naturze, bo podsycają naszą chęć poznania, rozwikłania zagadki.
Dlaczego Sherlock Holmes jest jednym z najbardziej znanych bohaterów w historii literatury? Dlaczego kryminał jest tak poczytnym gatunkiem? Dlaczego najbardziej popularny serial o tematyce medycznej ma strukturę opowieści detektywistycznej,a jego bohater jest uwspółcześnioną wersją wymienionego przed chwilą Holmesa? Właśnie dlatego: bo lubimy tajemnice, bo pociągają nas zagadki, bo imponują nam ci, którzy mają dar do ich rozwiązywania.
Poza zwykłą zagadką – kiedy mamy jakieś przesłanki, nie potrafimy się jednak od razu domyśleć rozwiązania, istnieje jeszcze coś, coś bardziej tajemniczego. Są takie książki i są takie filmy, w których nie do końca wiadomo, o co chodzi (ale – w tym przypadku – to jest atut, a nie wynik niedociągnięć autorów). Książka musi mieć coś, czego ja nie potrafię do końca zrozumieć. Bo wiesz, wśród powieści najbardziej cenię te, których nie mogę do końca zrozumieć. To, co potrafię zrozumieć, ani trochę mnie nie interesuje. – tak mówi pan Komatsu, bohater książki Haruki Murakamiego 1Q84.
Jest to książka, której ja też jeszcze nie rozumiem. Albo inaczej: jest to książka, w której jest jakaś na razie dla mnie niezrozumiała tajemnica. Zacząłem ją czytać wczorajszego wieczoru i dałem się porwać. Jest tam coś niepokojącego. Dwie przeplatające się historie spotkają się – wiem, bo przeczytałem (nieopatrznie) opis na okładce – ale trudno na razie powiedzieć, co je połączy. Tymczasem każda z nich zawiera w sobie jakąś dziwną nierealność. Coś wisi w powietrzu, a kiedy książka sprawia, że czuję, że coś wisi – nie mogę się oderwać, o to właśnie chodzi.
Drogi Watsonie, znasz przecież moje metody – powtarza często Sherlock Holmes, tłumacząc przyjacielowi swój sposób postępowania przy wyjaśnianiu zagadki. Watson – teoretycznie –  zna, ale uprzedzić detektywa nie potrafi, wykorzystać jego metod nie umie, sam nigdy nie rozwiązuje sprawy. My też znamy, a rezultaty mamy gorsze niż Watson. Coś w historii jest niedopowiedziane, coś zakryte, coś się czai w mroku. Ten mrok tworzy klimat opowieści i czyni ja fascynującą.
Człowiek z natury dąży do poznania. Dlatego potrafimy zarwać noc, gdy opowieść nas wciągnie (i gdy mamy po temu możliwość, bo na przykład dzieci nie płaczą, albo wiemy, że nas nie wyrwą ze snu - który się dla nas dopiero zaczął - o jakiejś dziwnej porze, na przykład 5:56). Pociągają nas tajemnice i sekrety, lubimy zagadki. Kończę już pisanie, bo chcę się dowiedzieć, czy Tengo poprawi powieść i – przede wszystkim – z kim ma się spotkać w niedzielę, oraz o co właściwie chodzi z Aomame, jej niecodzienną profesją i tym dziwnym zagubieniem w czasie.
Murakami i tajemnica wzywa!

26 komentarzy:

  1. Och ileż to razy zdarzało mi się czytać książkę wielogodzinnie wieczorem, kiedy to już wszyscy w domu spali, było cicho i spokojnie. Mija rozdział po rozdziale, dech zamiera w piersi, oczy przymykają się, patrzysz na zegarek: 'Rany boskie! Za 5 godzin muszę wstać'. Decydujesz - tak, to już czas na odłożenie lektury, gasisz lampkę nocną, kładziesz Ją pod łóżko, zamykasz oczy próbując zasnąć. Mija minuta, dwie, trzy.. Nie dajesz rady. Zapalasz lampkę i po raz kolejny z uśmiechem, ale i myślą, że jutro będziesz nieprzytomny sięgasz po Nią ponownie! Hahahaha, wspaniałości!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, 5:56 powiadasz? Podziwiam, ciekawa jestem przy jakiej książce? Mój rekord to 3:30, ale miałam wrażenie, że ostatnie 30 stron czytałam przez sen, bo rano nie byłam ich pewna :)
    Pozdrawiam. Miło się Ciebie czyta.

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie można by rzec po prostu w skrócie, że człowiek to ciekawski jest? Hmm no dobra nie można :)
    W każdym razie ja jestem bardzo ciekawski. Jak włączam se muzyczkę i jest lista, to zawsze mam ustawione, żeby utwory było losowo wybierane. I nigdy nie daję rady dotrzymać do końca utworu bo muszę zobaczeć jaki utwór będzie następny. Ciekawość jest silniejsza, a przeciez i tak nie ma nic lepszego od muzyki :)
    Tak przy okazji, polecam stare japońskie gry cRPG. Mają wyśmienitą fabułe i co najważniejsze, Ty w tej fabule uczestniczysz, a nie jestes tylko biernym obserwatorem, a to potęguje efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Patko, taki czas spokojny na czytanie jest bezcenny dla lubiących czytać. I z tym czasem - tu się chyba powtórzę, ale co tam, - jest jak ze zdrowiem, czyli że się czuje jego wartość, gdy go zaczyna brakować (w życiu - uwierz - się tyle nie naodwoływałem do Wieszcza, jak ostatnio).

    Virginio, witam serdecznie. Życzę dalszych miłych wrażeń przy lekturze. A wyraziłem się niejasno (już poprawiłem, podmieniając małe znaczki): dzieci mnie budzą o 5:56, więc się zaczytywać po nocach nie mogę, bo moje noce niedługie są :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rotku, my chyba jesteśmy z różnych czasów. Ja włączałem sobie kasetę z muzyką i mi ta kaseta się przewijała ze szpulki na szpulkę, odkrywając koncepcję albumu i zamysły twórców. J tak mam do dziś. Jak ktoś nagrał płytę, to po to, żeby słuchać płyty. Takie skakanie, to jak wycięcie sobie z płótna tej drugiej z lewej Panny z Avignonu, albo jednego Słonecznika znad żółtego wazonu. Albo oglądanie tylko piętnastu środkowych minut filmu.

    I nie za bardo łapię, co to jest cRPG. szczególnie to c mnie myli. Za to grałem kiedyś w Chińczyka i nieźle mi szło ;-))

    OdpowiedzUsuń
  6. "Zagadka czy tajemnica?" Temat mojej magisterki.

    Serio!

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  7. No to teraz wszystko jasne :). A już chciałam napisać, że takiego mężczyznę to ze świecą szukać, który czyta do 5:56 rano, a potem zajmuje się dziećmi :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego, jak powtarzam wielokrotnie (haha, coś ostatnio częste u nas te powtórzenia, zaczynamy się robić nudni Deperate :)) cieszę się każdą chwilą swojej młodości i wcale nie chcę być już Dorosła (nie mówię tutaj o dorosłości papierkowej, którą osiągnęłam), by móc czytać całymi nocami nie martwiąc się, że rano muszę ogarnąć sprawy dziecięco-rodzinne - choć i to jak najbardziej ma swoje uroki, nie zaprzeczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No tak zapomniałem, dwa różne światy :) cRPG = computer Role-Playing Game, troszeczkę bardziej rozwinięte i skomplikowane niż chińczyk a nawet niż Monopoly ;) Nie to żebym był jakimś nałogowym graczem, ale niektóre gry naprawdę potrafią wywołać wiele emocji, czasem nawet zmienić spojrzenie na świat :D Ale takich gier jest mało, na szczęście książek tego typu jest więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rotku, jakoś się w gry nigdy za bardzo nie wciągnąłem, chociaż miałem epizody... Baldurs Gate - po nocach w akademiku, Medal of Honor, szczególnie sieciowo, z kumplem się szukaliśmy po zniszczonym Stalingradzie. Albo Wolfenstein - pierwszy raz w podstawówce, jeszcze taki 'kwadratowo-pikselowy', później już ten nowszy. Ma to swoje uroki.

    Patko, pewnie że ma uroki. W ogóle z niczym nie porównane :-)

    Virginio, trudno by było pogodzić tak na dłuższą metę... Myślę, że taki facet, który by próbował, stałby się raczej nieznośny po jakimś czasie z niewyspania ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tajemnica jest bardzo ważna! Wiele razy czytałam książkę w nocy, kiedy wszyscy spali. w takiej atmosferze najlepiej mi sie skoncentrować. Ciemno za oknem, zapalona lampka, kubek ulubionej herbaty...Wtedy czas leci w ekspresowym tempie i nie wiadomo kiedy jest juz godzina 3 albo 4! Szok! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zagadka czy tajemnica? Splot tematyczno-gatunkowy w powieściach Pawła Huelle "Weiser Dawidek" i Stefana Chwina "Hanemann."

    Badałem, na ile autorzy wykorzystali formułę kryminału, a na ile od niej się "odbili", by znaleźć się wyżej.

    OdpowiedzUsuń
  13. A no i klops, bo nie czytałem żadnej z tych książek. Ale temat ciekawy. W sumie wymagał chyba w miarę jasnego zdefiniowania kryminału jako gatunku - inaczej chyba trudno stwierdzić, czy coś ramy gatunku przekracza.

    Chyba, że się mylę...

    OdpowiedzUsuń
  14. Cała historia kryminału mi przez klawiaturę spłynęła do pracy...

    Na przykład takie zdanie - "Nie ma kryminału bez narracji linearno-powrotnej."

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie zagłębiałem się nigdy w teorię literatury, znaczenia pojęcia 'narracji linearno-powrotnej' mogę się tylko domyślać... Coś na zasadzie retrospekcji? Zagadka jest rozwiązana i detektyw zbiera wszystkich w pokoju, napięcie rośnie, on opowiada, jak odkrył tajemnicę, czyli cofa się w czasie, opowiada o wcześniejszych wydarzeniach, które były dla niego przesłankami... Może i tak jest...

    Tak czy inaczej - nadal nie mam jasności: można zdefiniować kryminał? Jakie są kryteria? Warstwa fabularna? zagadka? śledztwo..? Biorąc te rzeczy pod uwagę, 'Zbrodnia i kara' też staje się kryminałem.

    Ciekawe. I ciekawa jest idea wykorzystania formuły kryminału do przejścia 'wyżej', jak napisałeś. Dziś sporo jest takich książek: niby kryminał, ale najfajniejsze jest tło społeczne, psychologiczne czy inne.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten typ narracji występować musi w każdym kryminale (klasycznym, nie zdekonstruowanym).

    Chodzi o to, że całą akcję detektyw szuka "zbrodniarza" czyli porusza się "do przodu" akcji.

    A jednocześnie ruch ten jest ruchem "do tyłu", bo musi odtworzyć przeszłość.

    Oczywiście jest pełno wyjątków od tej reguły, ale reguła obowiązuje w 3/4 kryminałów.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten ruch 'do tyłu' jest chyba często niewidoczny dla czytelnika. czytelnik śledzi akcję, czyli to, co detektyw robi, to, jak zbiera przesłanki, które mu pomogą rozwiązać sprawę. Detektyw składa przesłanki, odkrywając przebieg przeszłych wydarzeń,ale czytelnik tego nie śledzi. Tak mi się wydaje. Czytelnik zwykle nie ma pełnych danych, dlatego tak trudno wyprzedzić na przykład sherlocka Holmesa. Czy więc narracja jest powrotna?

    OdpowiedzUsuń
  18. Bywa niewidoczny, bo jest na poziomie struktury. Jak BIOS w kompie, ze tak się wyrażę.

    A na przykład taka Christie "Pięć małych świnek" cała jest zbudowana na retrospekcji.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pewnie masz rację Antku, ja się po prostu lubię czepiać słówek :-)

    Na poziomie struktury czego? Tekstu? Samej historii?

    Poważnie pytam. Nigdy się nie zagłębiałem w takie tematy, w teorię literatury. A to w sumie fascynujące.

    A kryminał zdekonstruowany, to na przykład jaki?

    OdpowiedzUsuń
  20. ja właśnie dla tej tajemnicy zaczęłam i skończyłam (i nadal w sumie studiuję) archeologię. tak zachłannie chciałabym wydrzeć ziemi (i przeszłości) te wszystkie tajemnice, że już się nie mogę wprost doczekać, kiedy zbiorę cały materiał i ogarnę mój doktorat. bo na razie mam domysły a moja tajemnica już czwarty (i ostatni) rok jest rozwiązywana :]

    OdpowiedzUsuń
  21. w takim razie powodzenia w dalszym odkrywaniu tajemnic.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Taki kryminał to na przykład taki, gdzie dajmy na to - całą powieść szuka się przestępcy, a okazuje się, że zbrodni nie było.... Takie cuda też się w literaturze zdarzają.

    OdpowiedzUsuń
  23. Jest takie opowiadanie o Holmesie - okazuje się, że 'zamordowanego' kopnął w głowę koń, choć w trakcie śledztwa było kilku podejrzanych z gatunku homo sapiens, nawet przypuszczalne narzędzie zbrodni. Ale nie było zbrodni - był wypadek.

    OdpowiedzUsuń
  24. Zaiste, dziwi mnie fenomen Murakami, czytam, czytam, nic się nie dzieje, a ja zaczytana, zaczytana.....

    Aaaa, czy Panowie rozprawiają nad wnioskowaniem dedukcyjnym versus indukcyjnym? Podobnoż Holmes przedkładał nade wszystko rozumowanie dedukcyjne.

    OdpowiedzUsuń
  25. A, bo Murakami tworzy jakąś taką niesamowitą atmosferę, klimat, poczucie, że coś wisi w powietrzu, tylko nie wiadomo co. Niestety - wczoraj skończyłem '1Q84'. Na okładce napisali, że w tym roku ukażą się dwa kolejne tomy. I faktycznie książka urwała się nagle - w jednej trzeciej, tak dedukuję :-). Aż się chciało odwrócić stronę i sprawdzić, czy się tam jednak nie kryje kolejny rozdział. Ile ja teraz będę czekał?

    OdpowiedzUsuń