poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Die soft czyli plastikowa pułapka i inne atrakcje




Czytałem niedawno artykuł o współczesnym ojcostwie. O tym, że dzisiejsi ojcowie są zdecydowanie różni od własnych ojców. Dlaczego? Bo angażują się w opiekę nad dziećmi i w ich wychowanie. Potrafią przewinąć bobasa, wstają w nocy, gdy zaczyna płakać, kąpanie niemowlaka to już typowo ojcowskie zajęcie. Tatusiowie chodzą też z dziećmi na spacery, przesiadują z nimi w parkach i na placach zabaw, pchają wózki, dźwigają nosidełka i w ogóle nie postrzegają spędzania czasu z dziećmi jak zadania na kursie survivalu.
Kiedyś ojcowie wracali z roboty, jedli obiad przygotowany przez żonę po czym zajmowali się typowo męskimi sprawami, takimi jak siedzenie na kanapie, ewentualnie majsterkowanie albo naprawianie małych fiatów i polonezów, jeśli akurat byli ich szczęśliwymi posiadaczami. To trochę dziwne, bo kiedyś ojcowie nie pracowali w korporacjach, kończyli zmianę o piętnastej czy szesnastej i nie mieli nic więcej do roboty, przynajmniej jeśli chodzi o kwestie zawodowe. Dziś trzeba siedzieć po godzinach, dbać o wyniki, wyrabiać normy albo przynajmniej sprawiać wrażenie niesamowicie zaangażowanych w pracę, jakby poza nią życia nie było. A mimo to tatusiowie w końcu statusieli i chodzą na wywiadówki oraz odrabiają ze swoimi dziećmi lekcje, grają z nimi w piłkę i wożą na dodatkowe zajęcia. To ciekawe, ale nie będę się tu starał wyjaśniać tego fenomenu.
Chcę powiedzieć tyle, że tekst, o którym wspomniałem zaskoczył mnie, podobnie jak inne wypowiedzi na ten temat, utrzymane w podobnym tonie. Ja swoje dzieci przewijałem już na sali poporodowej, operacja ta zakończyła się sukcesem, choć nie miałem żadnego doświadczenia. Po prostu dotarło do mnie, że skoro dzieci przewijać trzeba, to trzeba i już, nie ma rady. Przewinąłem. Wstawałem w nocy, kąpałem, pchałem wózek, gotowałem zupki i było to całkiem naturalne, nie przyszło mi do głowy, że mogłoby być inaczej. Nie przyszło mi też do głowy, że robię coś na tyle niezwykłego, że ktoś mógłby chcieć o tym napisać w gazecie albo przeprowadzić ze mną wywiad jako z ojcem prezentującym jakąś niezwykłą postawę.
Inna sprawa, że z bycia nowoczesnym ojcem, można wyciągnąć pewne korzyści. Nagle okazuje się, że tyle fajnych rzeczy można robić, takich, których na pewno by się nie robiło, gdyby nie dzieci. Takie na przykład oglądanie filmów. W życiu bym nie poznał nowego wcielenia Supermana czy Spidermana, gdyby Chłopaki nie dostali płyt z filmami na urodziny. A że dostali, to obejrzałem i ja i całkiem nieźle się bawiłem. Albo książki – przeczytałem ponownie Hobbita, przebrnąłem przez dwie trzecie Władcy pierścieni, aktualnie połykam kolejny tom przygód Harrego Pottera. Świetnie się przy tej lekturze bawię i z niecierpliwością czekam żeby się dowiedzieć, co będzie dalej. Ćwiczę też przy okazji emisje głosu oraz rozwijam zdolności aktorskie, bo czytam oczywiście głośno. Jeśli chodzi o Harrego Pottera, to oglądam też ekranizacje kolejnych części i też mam z tego frajdę. A gdyby nie dzieci, to ani bym książek pani Rowling nie przeczytał ani filmów nie obejrzał, bo teraz jestem już przecież „starszy i poważniejszy i lektury mam trochę mądrzejsze”.
Ale książki i filmy to nie wszystko!  Niedawno odwiedziła mnie siostra ze swoim niespełna dwuletnim synkiem. Pogoda była marna a dzieciaki rozpierała energia, zapakowaliśmy je więc do samochodu i pojechaliśmy do wielkiej sali zabaw. Za moich czasów na placach zabaw stały huśtawki i blaszane zjeżdżalnie, z których strach było zjeżdżać (bo były strasznie zardzewiałe), chyba że rowerem. Wciągnąć rower po drabince a później zjechać nim w dół – to był wyczyn! Dziś „plac zabaw” to zupełnie co innego. Wielkie konstrukcje, rusztowania sięgające dwóch pięter, drabinki linowe, tunele z plastiku, zjeżdżalnie w formie spiralnych rur. Chłopaki ruszyli do zabawy a ja za nimi, bo najmłodszego trzeba było mieć na oku. Tak się przynajmniej wydawało. Plastikowe tunele mają to do siebie, że ich średnica pozwala dwulatkowi pokonać je w pozycji prawie wyprostowanej. Ja musiałem się czołgać. W środku jest strasznie gorąco i czuć skarpetkami. Pokonywanie tuneli jest więc męczące i po kilkunastu minutach uganiania się za dzieciakami czułem się jak John McClean w tunelach wentylacyjnych szklanego biurowca. Dodatkowo okazało się, że chłopaki, z najmłodszym włącznie, nie potrzebowali żadnego nadzoru – świetnie radzili sobie sami, sprawnie orientując się z kolorowym labiryncie. Ale i tak bawiłem się przednio.
Może więc cały sekret polega na tym, że my, tatusiowie dwudziestego pierwszego wieku, jesteśmy po prostu bardziej dziecinni, niż nasi ojcowie, którzy w pewnym momencie musieli definitywnie dorosnąć, bo chybotliwe huśtawki i zardzewiałe zjeżdżalnie nie wytrzymały by już ich ciężaru? Przygody misia Kolargola, Uszatka i Bolka i Lolka też w pewnym wieku już nie bawią a ojcowie sprzed trzydziestu lat nie mieli alternatywy w postaci uniwersum Marvela. Siadali więc na kanapie, oglądali Dziennik Telewizyjny, później 07 zgłoś się, a trudno to było robić z dziećmi. Dziś można wydorośleć, ale zostawić sobie jednocześnie margines na cieszenie się z dziecinnych rozrywek. Ot i cała tajemnica. Miło jest po prostu wpaść od czasu do czasu w plastikową pułapkę i uwolnić się z niej, zjeżdżając wielką, zakręconą plastikową rurą.

10 komentarzy:

  1. Ojcem nie jestem, matką też nie - ale patrząc na otaczających rodziców - zgadzam się z Tobą w zupełności. Uwielbiam takie rodzicielstwo, które nie jest sztywne, nie opiera się wyłącznie na dyscyplinowaniu, ale pozwala na dozę beztroski i radości :) Dzięki temu rodzicielstwo nie jest już tylko "obowiązkiem".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety dyscyplinowania nie da się uniknąć i wtedy zaczynają się schody :-) Tak czy inaczej więcej jest plusów dodatnich niż plusów ujemnych.

      Usuń
  2. O, napisałeś! :)
    Zawsze ojcowie mogli się bawić z dziećmi, jeśli chcieli. Zjeżdżalnie nic do tego nie mają. Kiedy byłem dzieckiem, można się było bawić z tatą w czołg T 34, którym on był. Tylko trzeba to lubić. Ty angażujesz się na maksa :) Przewijać też było można. Wszystko - gotować, prać i sprzątać. Niebezpieczeństwo w tym jest tylko takie, że kobiety będą wychwalać uniwersalnego ojca ich dzieci i cieszyć się, że tak się angażuje, bo bardzo im to ułatwia życie, ale jeśli będzie mało zarabiał, zajęty dziećmi, straci samcze walory. Nie powiedzą tego, spytane będą zaprzeczać, ale tak się stanie. Prędzej czy później. Z wierzchu nie musi być nic widać. choć to dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Ale "model" się zmienia. Kiedyś ojciec miał utrzymywać rodzinę, jeśli to robił, nikt mu niczego nie zarzucał. Dziś musi a przynajmniej powinien robić więcej, żeby się w "model" wpasować. Co z mojego punktu widzenia nie jest złe :-)

      Usuń
  3. Ale super tekst. Pozdrawiam.
    A. jak Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, miło słyszeć :-)

      Usuń
  4. Świetnie napisane. Co nie zmienia faktu, że idealnym ojcem jest ten mój. Z połowy XX wieku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, uogólniać nie można. Mój tata też sporo czasu spędzał z moją siostrą i ze mną. Tyle, że nie ogląda tego, co my i nie bawił się z nami w nasze zabawy. Wymyślał man inne atrakcje.

      Usuń
  5. Dobre! Jeszcze przydałby się tekst o zmianie pokoleniowej dzieciaków, które kiedyś można było paść Bolkiem, Lolkiem i Koralgolem a teraz facetem w czerwonych gaciach naciągniętych na legginsy, zmutowanymi pająkami i czarodziejami, bo bez tego zginą w grupie rówiesniczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się niestety zgadza. Chłopaki poszli do przedszkola i się zaczęło... Ale trudno tu coś poradzić, ja się czułem głupio, kiedy moi koledzy rozmawiali o filmach, których ja nie znałem, bo mi rodzice nie pozwalali oglądać. Kiepskie uczucie. Więc Chłopaki oglądają Spidermanów, żeby mieć o czym z kumplami pogadać.

      Usuń