środa, 5 czerwca 2013

Prośbą i groźbą, czyli jak Skrzyczuski zmagał się ze Zrzędzianem


Około czwartego roku życia u wielu dzieci silnie dochodzi do głosu potrzeba niezależności, zadzierzystość, chęć przegadania innych i skłonność do prowokacyjnych zachowań, co wymaga sporej stanowczości ze strony rodziców. Tyle guru w dziedzinie pielęgnowania i wychowania, Beniamin Spock. Od siebie dodam jeszcze, że od rodziców wymaga to wszystko przede wszystkim sporej, anielskiej wręcz cierpliwości oraz nerwów ze stali. Wiem to, bo mój młodszy synek osiąga właśnie wiek około czwartego roku życia. Wyspecjalizował się w związku z tym w przejawianiu przeróżnych prowokacyjnych zachowań.
Prowokacyjne zachowania mają bezpośredni związek z potrzebą niezależności. Potrzebę niezależności mój syn realizuje zaś przez to, że wszystko chce robić po swojemu, a to znaczy ni mniej ni więcej tylko tyle, że chce to robić inaczej, niż my byśmy chcieli, żeby robił. Wojny toczone są tu dla zasady oraz do upadłego. Gdy tylko żona lub ja chcemy coś osiągnąć, rozpoczyna się zrzędzenie. Załóż koszulkę – nie założę; ubierz butki – chcę sandałki; wychodzimy – ja nie idę; tata cię odwiezie do przedszkola – nie, mama. I tak w nieskończoność. Zrzędzenie o wszystko, przy każdej okazji, co gorsza, zrzędzenie szybko przechodzące w płacz, następnie w ryk a później często w dzikie spazmy połączone z – i tu najnowsze odkrycie naszego Zrzędziana – rzucaniem się na podłogę.
Obiady na przykład mają to do siebie, że zawsze należy z nich coś wygrzebać. Niepożądane elementy znaleźć można nawet w rosole, o innych daniach nie wspominając. Nie lubię pomidorków, nie chcę cukini… Właściwie nic, co zielone, nie nadaje się do jedzenia, chyba że mowa o zielonych żelkach. Początkowo staram się zachować stanowczość. Później staram się już tylko, żeby mi nerwy nie puściły, czasem w końcu puszczają, ale krzyczenie na Zrzędziana w niczym nie pomaga. Nawet mi nie przynosi ulgi, bo prędzej czy później nadchodzi refleksja, że krzyczenie i tak jest nieskuteczne, więc po co krzyczeć? Zrzędzian robi swoje a Skrzyczuski ma tylko wyrzuty sumienia, że dał się ponieść emocjom i go skrzyczał bez sensu.
Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze huśtawki nastrojów. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy dobry humor i świetna zabawa przerodzą się w karczemną awanturę. A powiem Wam tyle, że karczemna awantura bez dobrze zaopatrzonej karczmy i dobrze wyposażonej karczmarki w tle nie ma żadnego uroku.
Staję się od tego wszystkiego kłębkiem nerwów, żona staje się drugim i tak się razem kłębimy, najczęściej bez pozytywnych rezultatów. Boimy się, że wkrótce dołączy do nas trzeci kłębek, bo starszy brat Zrzędziana patrzy na to jego zrzędzenie, nasze krzyki, krzyki i wrzaski Zrzędziana i chyba nie wie, co się dzieje. Zatyka uszy i stara się nie zwracać uwagi, no ale ile można?
Jedno jest tylko w tym wszystkim dobre i daje promyk nadziei, ku pokrzepieniu serc: około czwartego roku życia nie jest się przez całe życie. Do czwartych urodzin zostało Zrzędzianowi jeszcze kilka miesięcy. Przez ten czas będzie oczywiście około. I w najgorszym razie jeszcze kilka miesięcy po urodzinach… Jezu, natchnij mnie, abym zaś nie oszalał przez ten czas i żeby mi reagowanie krzykiem nie weszło w nawyk. I abym zaś nie osiwiał do reszty, choć to akurat pal licho, wiąż utrzymuję, że siwizna jest szlachetna a na pewno lepsza, niż łysina. Abym zaś więc nie zaczął łysieć, bo to się podobno czasami zdarza w wyniku stresu. 

5 komentarzy:

  1. O qrde, czyli zatrzymałem się w rozwoju mając 4 lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, też nie lubisz pomidorków? ;-)

      Usuń
  2. Aktualna sytuacja w Twojej rodzinie rysuje się mocno stresująco. Nie ubezpieczyłbym Twoich włosów, a jeśli już to polisa byłaby droga ;)
    Widzę jednak także pozytywy - kłębicie się z żoną. To dobrze :) Natomiast dziecka starszego w to nie mieszajcie!
    A opisałeś to bardzo zręcznie i sympatycznie. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło się okazać zręcznym, dzięki :-) Człowiek się stara, dobrze, że czasem wyjdzie...

      Usuń
  3. Jestem pewna, że w końcu zrzędzenie mu przejdzie :) Mój siostrzeniec też przez to przechodził - po dwóch miesiącach mu przeszło i teraz już jest "normalnym", grzecznym dzieckiem :D

    OdpowiedzUsuń