poniedziałek, 20 maja 2013

Jak pech, to pech




Nieszczęśliwy zbieg okoliczności, niefortunny przypadek, po prostu pech. Nigdy nie wiadomo, kiedy nam się przytrafi.
Wieczór zaczął się miło, takoż się toczył oraz zakończył w przyjemnej atmosferze. Spotkanie z dawno niewidzianym kumplem przebiegało nad wyraz spokojnie, byliśmy, jak słowo daję, grzeczni jak nigdy. Po odwiedzeniu czterech lokali, z których w każdym wypiliśmy po piwku, jednym jedynym, rozstaliśmy się poklepując po plecach i obiecując sobie, jak zwykle, że spotykać się będziemy częściej.
Do domu wróciłem również grzecznie, nie szlajając się po nocy, żeby nie stresować małżonki – podjechałem autobusem. Odbyłem jeszcze z żoną rozmowę, podczas której wypowiadałem się składnie i sensownie. Byłem, jednym słowem, wyjątkowo grzecznym chłopcem. Tym większe mam poczucie krzywdy, bo tego akurat wieczoru nie zasłużyłem na to, co mnie spotkało, a co odkryłem następnego ranka.
A spotkało mnie nieszczęście, bo rano zorientowałem się, że do domu wróciłem bez kluczy. Cały komplet, klucze do domu, klucze do pracy – wszystko przepadło. W życiu mi się to jeszcze nie zdarzyło, nigdy, choćbym nie wiem gdzie łaził i co wyprawiał. Aż tu nagle taki pech!
Pech. Cóż to za paskudne zjawisko. Taki na przykład długi weekend. Czekaliśmy na niego, zorganizowaliśmy się, wywożąc dzieciaki do dziadków, mieliśmy plany na nocne hulanki i swawole oraz na szlajanie się. Planowaliśmy siedząc sobie wieczorem na ławce przed domem i patrząc w gwiazdy. Tyle ich błyszczało na bezchmurnym niebie! W końcu przyszedł weekend. I co? Bezchmurne niebo przestało być bezchmurne, siedzieć wieczorem przed domem nie dało się, bo zimno. A i nocne eskapady w deszczu nie są już takie przyjemne. Weekend się skończył, zostaliśmy z uczuciem lekkiego niedosytu, ciągle spragnieni słońca. Co się okazało? Kiedy wybierając się po raz pierwszy, po zakończonym okresie wolności do pracy, odziałem się w marynarkę odkryłem szybko, że chyba się w niej rozpuszczę. Chmury gdzieś znikły, słońce zaczęło przygrzewać – wszystko to mogłem podziwiać z okna gabinetu. Piękna aura utrzymała się do piątku, jakże by inaczej. Taki pech.
Czasami pech wiąże się z tym, że się człowiek znajdzie w złym miejscu, w nieodpowiednim czasie. To mi się właśnie ostatnio przytrafiło. Postanowiłem przejść się do pokoju nauczycielskiego, bo akurat nie miałem nic bardzo pilnego do zrobienia, a w pokoju i tak musiałem coś sprawdzić. Mogłem niby posiedzieć chwilę w spokoju i skończyć kawkę, która już dawno wystygła, ale nie, ja postanowiłem się ruszyć. A był to, jak się okazało, zupełnie nieodpowiedni czas. W pokoju bowiem natknąłem się na koleżankę, która głowiła się nad tym, co ma zrobić w związku z faktem, że nie bardzo może się pojawić na planowanym zebraniu z rodzicami. Uniemożliwiły jej to jakieś ważne sprawy o osobistym charakterze, więc siedziała i się głowiła, aż tu nagle napatoczyłem się ja, znajdując się, niestety, w złym miejscu. Twarz koleżanki rozjaśnił uśmiech, po czym padła propozycja nie do odrzucenia: a może bym tak ją zastąpił? Propozycja była nie do odrzucenia dla mnie, bo jestem w takich sytuacjach wybitnie nieasertywną osobą. Zgodziłem się więc. Tym samym w piątkowe popołudnie, zamiast skorzystać ze słonecznej pogody, otworzyć piwko i skosić trawnik, musiałem produkować się przed trzydziestką rodziców. Taki pech, a wystarczyło się nie pchać w nieodpowiednie miejsce o zupełnie nieodpowiedniej porze.
Albo weźmy taką wolną niedzielę, albo inny świąteczny dzień, kiedy to sklepy są zamknięte i człowiek musi sobie radzić sobie z tym, co ma w domu. Nawet, jeśli dzień wcześniej udzielił nam się choć trochę zakupowy szał, który ogarnia naród przed każdym świętem i długim weekendem, to i tak nagle okaże się, że czegoś nam brakuje. W najmniej, ale to najmniej odpowiednim momencie, odkryjemy nagle, że skończył się papier toaletowy. Albo że nie mamy podstawowego składnika, niezbędnego do przygotowania obiadu. A kupić oczywiście nie ma gdzie.
Przydało by się podsumować, ale żadna puenta nie przychodzi mi do głowy.
Taki pech.

4 komentarze:

  1. Pech to tylko z tymi kluczami. Zamki zmieniałeś? Znalazły się może? Szukałeś? Byłeś w tych knajpach?
    Dobry z Ciebie człowiek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym mieć tylko takiego pecha...w Twoim przypadku łatwo ograniczyć część "pechowych przypadków" nauką asertywności... takie życie i już;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najłatwiejszy patent na omijanie takich min w pracy to odwracać się i wychodzić, jak tylko ktoś uśmiechnie się na Twój widok :)

    OdpowiedzUsuń