wtorek, 20 września 2011

Moje trzy grosze w sprawie jurora z piekła rodem


Od czasu do czasu w naszej przestrzeni publicznej pojawia się temat, który nagle zaczyna zajmować wszystkich, powoduje podziały, wywołuje dyskusje a nierzadko i kłótnie. Idealnie byłoby, gdyby tematy takie dotyczyły ważnych dla nas spraw, a wymiany zdań, do których dochodziłoby w związku z nimi były konstruktywne i wpływały na polepszenie naszego życia. Byłoby idealnie, ale wiadomo, jak to jest z ideałami – w naturze występują rzadko, o ile w ogóle się trafiają.
I tak dyskutuje się u nas, podejmując tematy zastępcze, spiera wciąż o to samo, kłóci tylko po to, by się kłócić, bez nadziei, że kłócący się mogą dojść do wspólnego konsensusu.
Dziś obiektem sporu, w który włączyli się chyba wszyscy: kościelni hierarchowie  (było nie było – sporu prowodyrzy), artyści, dziennikarze, politycy, władze telewizji i w ogóle – kto żyw, jest Adam Darski, znany również jako Nergal oraz jako Były Chłopak Dody.
Można mieć ostatnio wrażenie, że dzień bez Nergala jest dniem straconym. Co więcej – że dzień bez Nergala w ogóle nie jest ostatnio możliwy. Pierwsze strony portali i gazet, okładki tygodników: wszystkie opanował Darski.
Jeszcze jakiś czas temu nazwisko Adam Darski nic mi nie mówiło. Coś mi za to mówił mi pseudonim: Nergal. Twórczość Behemotha co prawda nie do końca pokrywa się z moją estetyczną i muzyczną wrażliwością, nie mniej jednak czasem puszczałem sobie Stanicę – płytę na rozpędzenie złych nastrojów i odegnanie niepotrzebnych nerwów, miażdżącą wszelkie zbędne myśli. Potrafiłem też docenić fakt, że Nergal i jego koledzy stworzyli coś, co stało się światową marką. W Polsce rzadko udaje się coś takiego stworzyć, w jakiejkolwiek dziedzinie. Profesjonalizm i dokonania Pomorskiej Bestii zasługiwały na uznanie.
Tymczasem – nagle Nergal zaczął się rozmieniać na drobne.  Tak sobie pomyślałem. Z – było nie było – artysty zaczął zmieniać się w celebrytę. Częściej można było zobaczyć go na stronach plotkarskich gazet i portali, niż na okładkach prasy kierowanej do fanów ciężkiego grania. Myślałem: żałosne. Ostatnio jeszcze ta historia z jurorowaniem w tele-szole. To już – myślałem – szczyt obciachu. Czy ktoś, kto jako artysta odnosi międzynarodowy sukces, kto od kilku lat ma świetną i coraz lepszą passę, musi porywać się na taki skok na kasę, taką zagrywkę dla zdobycia popularności? Jak – myślałem – Adam Darski może spojrzeć w oczy Nergalowi?
Tak myślałem, aż nagle mnie olśniło. Adam Darski patrzy Nergalowi w oczy z uśmiechem i przybija z nim piątkę… czy co tak sobie przybijają metalowcy – sataniści. Przecież obaj bardzo sprawnie zrealizowali swój cel. Niechybnie się wzbogacili, zyskali na popularności. A nawet, jeśli nie… Przecież, jak pisze Anton Szandor La Vey, gdy satanista zrobi coś niewłaściwego, pozostaje świadomy, że popełnianie błędów jest dla człowieka czymś naturalnym. Czyli wszystko w porządku, jeśli nawet lider Behemotha dojdzie kiedyś do wniosku, że zabawa w bycie jurorem to był głupi pomysł – będzie miał czyste sumienie! A że to wszystko dla kasy i poklasku? Satanista wie, że nie ma nic złego w tym, że jest się chciwym, ponieważ oznacza to tylko, że chce on mieć więcej, niż obecnie posiada. Zazdrość i chciwość są siłami motywującymi ambicję – a bez ambicji niewiele ważnych spraw można osiągnąć. Znowu ideologia bliska Nergalowi wszystko wyjaśnia, tłumaczy i usprawiedliwia.
I tak diaboliczny Nergal wystrychnął na dudka wszystkich tych, którzy jak ja, chcieli by zarzucić mu niewierność jakimś tam ideałom (zakładając, że sprzedanie się tabloidom i śniadaniowej telewizji nie ma z rockowymi ideałami nic wspólnego, raczej im przeczy). Tam, gdzie my dopatrujemy się złamania zasad, Nergal dokładnie się ich trzyma i może to udowodnić. Robi swoje na nikogo się nie oglądając i mając sobie za nic cudze oceny własnego postępowania.
Dyskutują biskupi i politycy, sprzeczają się artyści i dziennikarze, tworzą się stronnictwa, ktoś się oburza a ktoś inny tłumaczy. A Nergal się śmieje. I dobrze. Bo publiczna debata, która z taką powagą traktuje tak niepoważne kwestie, zasługuje tylko na wyśmianie.

32 komentarze:

  1. Gdyby nie Pudelek byłabym sto lat za (za przeproszeniem) Murzynami w sprawie masowej rozrywki. To chyba dobrze, że tv włączam do prądu tylko raz na jakiś miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy dobrze. Nigdy nie jest zbyt wesoło, gdy polewkę mają cynicy, bo chyba za takiego się powinno uwazać dyżurnego diaboła Polski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agato- telewizora można w ogóle nie włączać (ja na przykład nie posiadam anteny, więc telewizja dla mnie nie istnieje), ale przed pewnymi tematami się nie ucieknie. Ostatnio kupowałem w sklepie kiełbachę, a tam, na ladzie - Fakt. I zgadnij, kto na okładce...? Diaboł!

    Antku - jeśli o cynizm chodzi, to Kościoła Katolickiego nie przebije chyba nikt. Diaboły się chowają.

    JM - a co, od czasu do czasu dobrze być na czasie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no, nie jestem przeciwnikiem telewizji, ale rżę z ich tak zwanej misji. Już mi się nawet Housa nie chce oglądać. Nastawiam na komedie romantyczne, bo Mały ma tv przy uchu i filmy po 22-giej odpadają.
    Co do wszechogarniających tematów wyskakujących z lodówki, to np. jakoś ostatni nastawiłam wiadomości i kiedy tylko usłyszałam znajome głosy naszych kochanych polityków, to wyszłam z pokoju. Teściowie kupują Gościa Niedzielnego, którego tylko przeglądam, bo jakoś ciężko mi się go czyta. Wolę przejrzeć Rzeczpospolitą i DGP.
    A o Nergalu zapomną, jak tylko znajdą jego następcę. C'est la vie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdesperowany, w Kościół nie jest wpisany cynizm. W satanizm tak (plus okrucieństwo, chaos moralny etc.).

    Czy ja Ci to naprawdę muszę tłumaczyć?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak popatrzę na historię kościoła - nauczanie o miłości i jednoczesne prowadzenie krucjat, stawianie stosów, wybryki papieży, aż po pedofilskie skandale czy choćby machloje naszej Komisji Majątkowej... Powiem Ci, że bla mnie to jest morze, ocean cynizmu. A na satanizmie się nie znam, ale o ile się orientuję, to satanista jasno mówi, że go nasze reguły nie obchodzą - to jest raczej szczera postawa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Patrząc historycznie, to nie ma żadnej (chyba) wielkiej idei, która nie oparłaby się słabości zafascynowanych nią ludzi.

    W sumie socjalizm też jest fajny jako teoria, ale praktyka zaiste upiorna.

    Można chyba tłumaczyć, czym były krucjaty, gdy się spojrzy na realia śrdniowiecza. Takie czasy, cóż... Powód do wstydu? Może, nie mnie orzekać.

    Bolączki kościoła są i będą - ale wciąż robi więcej dobrego niż złego. I tylko ślepy tego nie widzi.

    I naprawdę uważasz, że szczerość może wybielać fakt bycia złym człowiekiem? Jak Ci bandzior powie, że "fakt, jestem zły", to będzie lepiej widziany w Twoich oczach?

    Bosy

    OdpowiedzUsuń
  8. Przede wszystkim - co to znaczy być złym? Bo dla mnie zły jest pedofil, ten w sutannie jeszcze gorszy; zły jest papież i biskup, który na takich przymyka oko. Złe jest naciąganie skarbu państwa i prywatnych osób w imię 'odzyskiwania majątku' itd.
    A idea satanizmu więcej niż ze 'złem' ma wspólnego z koncepcją tolerancji i wolności oświeceniowych myślicieli: wolno mi robić to wszystko, co nie krzywdzi innych (oczywiście nie mówię tu o dzieciakach, co się nawąchały kleju i zarżnęły kota na cmentarzu - to też było głupie i złe).
    I nie żebym był satanizmu piewcą i obrońcą - religia jak każda inna, opium dla mas (tyle, że mniej licznych).
    I nie będę pewnie dobrze widział bandziora, o którym piszesz; za to kogoś kto mówi: jestem jaki jestem i póki ci nie szkodzę - daj mi spokój, widzę dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  9. "jestem jaki jestem i póki ci nie szkodzę - daj mi spokój, widzę dobrze." Czyli inaczej: "Niech wierzą w co chcą, dopóki zachowują się przyzwoicie", jak mawiała babcia Weatherwax z Pratchetta.

    Pedofil udający przyzwoitego jest gorszy od pedofila, który szczerze o tym mówi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na czym polega ta "gorszość"? Jego ofiary w jakiś sposób to czują?

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie chcę się wymądrzać, ale poczytawszy sobie o tym, w co "wierzą" sataniści, mogę powiedzieć jedno:

    - na drodze do własnego samodoskonalenia i rozwoju są w stanie zrobić WSZYSTKO.
    - NA DRODZE DO PRZYJEMNOŚCI TEŻ.

    Fajni są?

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakies punkty wspólne z Oswieceniem?

    OdpowiedzUsuń
  13. Trudno mi się ustosunkować do przedostatniej wypowiedzi. Nie wiem, co czytałeś. sam za to znalazłem taki na przykład fragment: "Sataniści nakłaniani są do folgowania sobie w siedmiu grzechach głównych, jako że nie
    wyrządzają one nikomu krzywdy". Zwracam szczególnie uwagę na słowa "jako że nie wyrządzają..."

    OdpowiedzUsuń
  14. "Szatan reprezentuje opinię, że człowiek jest zwierzęciem, niekiedy lepszym, ale częściej gorszym od czworonogów, z powodu zaś swojego „boskiego – duchowego i intelektualnego rozwoju” stał się najbardziej drapieżnym zwierzęciem ze wszystkich! "

    Brzmi ciekawie? Czujemy się jak czworonogi?

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak sobie pomyślę na przykład o obozach koncentracyjnych, poczytam co tam słychać na kolejnej wojnie domowej w Afryce, że zwolennicy tego czy tamtego Muamara torturują dzieci w imię czegoś, zajrzę choćby do pierwszej lepszej kroniki policyjnej, to kurde, zgadzam się w stu procentach. Bywamy gorsi niż czworonogi, jesteśmy najdrapieżniejsi i to w najbardziej bezsensowny sposób.
    Nie wiem, jaką opinię reprezentuje Szatan. Moja opinia na temat naszego gatunku bywa mało pochlebna, więc z przytoczonym przez Ciebie cytatem jestem w stanie się zgodzić. I to nie cynizm, nie 'szatanizm', tylko czysty realizm. Co tu jeszcze dodać?

    OdpowiedzUsuń
  16. ad Bosy Antek) "Na czym polega ta "gorszość"? Jego ofiary w jakiś sposób to czują?". Opiekunowie czy rodzice nie oddadzą swojego dziecka pod opiekę komuś, kto otwarcie mówi, że je uwiedzie. Natomiast ktoś, kto zapewnia, że stoi po stronie dobra i przestrzega zasad moralności, a za nim na dodatek stoi wielka instytucja, czyli Kościół katolicki, jest o wiele bardziej niebezpieczny, bo pozornie wzbudza zaufanie. Przykładów takiej zamaskowanej przez lata pedofilii ostatnio było wiele. W czym to lepsze od Nergala?

    OdpowiedzUsuń
  17. Zdesperowany, czyli jestesmy zwierzętami czy nie? Ja się takim nie czuję na chwilę obecną. Może warunki ekstremalne by mnie w zwierzo-ludzia zamieniły.

    Ale żadne warunki nie zamienią zwierzaka w człowieka.

    Więc, kochany, róznimy się od zwierzat, nawet gdy niektorym marzy się bydlęcenie się bezkarne.

    OdpowiedzUsuń
  18. To już, Antku, zupełnie inna rozmowa, rozważania nad naturą ludzką, która zresztą, według niektórych w ogóle nie istnieje.
    Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że jesteśmy istotami biologicznie uwarunkowanymi. I tyle. Takimi - pod tym względem - jak pies, małpa, komar i ameba. Wyróżnia nas większy mózg. Dzięki niemu stworzyliśmy to, co się nazywa kulturą (ze wszystkimi jej plusami i minusami), dzięki niemu potrafimy zbudować prom kosmiczny, wyrzeźbić Dawida ale i wybudować obóz koncentracyjny.
    Mamy tu pewne sprzężenie zwrotne - my stworzyliśmy kulturę, teraz ona kształtuje nas. Ale istotami biologicznymi jesteśmy nadal.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie śledzę Twojego bloga drogi Despera'cie od początku, a nie bardzo mam czas zaległosci te nadrobic, jednak zapytac chciałam, czy podejmujesz czasem tematy polityczne? Wybory na karku, chętnie poznałabym i Twoje zdanie w tej kwestii :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Życie polityczne bardzo fajnie podsumował Kuba Wojewódzki w ostatniej 'Polityce': "Trwa kampania wyborcza, więc granice przyzwoitości są dość umowne" :-)
    Polityka mnie głównie zniesmacza. Jak słyszę tą całą zjadliwą gadaninę z jednej strony, przymilanie się z drugiej... Mam świadomość, że niezależnie, kto będzie władzę dzierżył, i tak niewiele się zmieni. Takie jest moje zdanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. gdybyśmy byli na modnym facebooku z chęcią kliknęłabym "lubie to" pod Twoją wypowiedzią ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Całe szczęście, że możemy jeszcze lubić rożne rzeczy tak po prostu - bez klikania ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Co do Nergala mam do niego stosunek ambiwalentny. Osobiście wyznaję zasadę, że nie ważne w co wierzysz, ważne jakim człowiekiem jesteś. Co mi po złych, złośliwych, bezwzględnych, etc. Katolikach? Patrzę w TV na uśmiechniętego, empatycznego, nieszkodliwego wg mnie Nergala i w niczym mi on nie przeszkadza. Czytałam również wielostronnicowy wywiad ze wspomnianym w Pani (z Domagalik) i przedstawia się on tam jako normalny facet kochający matkę i Dostojewskiego ;) Wiem, wiem ostatnie porównanie do Hitelra tu pasuje... Dla mnie jednak ten człowiek nie wydaje się być zagrożeniem dla ludzkości ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  24. U nas to niestety działa odwrotnie: nie ważne, jakim człowiekiem jesteś na co dzień, co robisz, jak w rzeczywistości funkcjonujesz. Ważniejsze, jakie poglądy wyznajesz, a właściwie - głosisz, że wyznajesz (bo hipokryzji ci u nas dostatek). I co najważniejsze - muszą to być te jedyne słuszne poglądy. Wtedy i dopiero wtedy jesteś ok.

    OdpowiedzUsuń
  25. [Odbraziłam się na Trójkę - wycofałam papiery rozwodowe i dalej słucham, ech... Ale poniedziałkowe ranki oddaję Dwójce;)]

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja też słucham - od rana. Ale przedpołudniowego Barona szkoda, mimo wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  27. W durnej porze teraz jest - nic nie słyszę, bo Wład je przy Tomku (i przyjaciołach) obiad o tej porze. Ale Stelka, Kanterajt i Niedźwiedź mi rekompensują:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Zdesperowany, czyli w sumie lepiej nie przyznawać się do żadnych pogladów. Już lepiej mieć obsesje i paranoje...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  29. Mieć poglądy zdecydowanie warto. Ale i tolerancję na inne poglądy. I jeszcze brak zacietrzewienia by się przydał, kiedy się dyskutuje z kimś, kto myśli inaczej. Bo rozmowa w stylu 'Jedna jest tylko racja i to święta racja, lecz ona jest przy nas' trochę mija się z celem.

    A obsesje i paranoje - chyba nie do końca rozumiem...

    OdpowiedzUsuń
  30. Chodzi mi o to, że w kraju tak skrajnych reakcji na odmienność myślenia oponenta (w każdej konfiguracji to występuje), lepiej nie precyzować swoich poglądów w gronie ...niepewnym....(?).

    Bezpieczniej powiedzieć:"Wszystko się sypie" albo "ktos za tym wszystkim musi stać" - takie wehikuły podręczne, które budują mosty.

    Często lepsze niż wspólne poglądy, w których nagle widzimy "protokoły rozbiezności..."

    OdpowiedzUsuń