czwartek, 16 grudnia 2010

Nie wytrzymam! Permanentna… manipulacja!


Aromamarketing. Właśnie poznałem nowe słowo. Aromamarketing. Jest on częścią tak zwanego marketingu sensorycznego. To dla mnie też nowe wyrażenie, choć znając znaczenie słowa ‘marketing’ i ‘sensoryczny’, mógłbym się domyślać i znaczenia całości. Aromamarketingu jednak chyba bym nie wydedukował.
Wchodzimy do sklepu (nie oczywiście osiedlowego sklepiku, raczej wielkiego marketu), a tam pachnie szarlotką. Pięknie pachnie: jabłka, cynamon, ciepłe jeszcze ciasto, takie prosto z piekarnika, takie, jak piekła mama albo babcia, kiedyś, dawno, kiedy byliśmy dziećmi… Pojawiają się wspomnienia rodzinnego domu, świątecznej atmosfery, miłych, może najmilszych, jakie przeżywaliśmy chwil. Pojawiają się bardziej lub mniej wyraźnie, bardziej lub mniej uświadomione, ale gdzieś tam kiełkują. Na to liczą specjaliści od marketingu, aromamarketingu. Liczą też na to, że porwani wspomnieniami kupimy bombkę. Albo lepiej – zestaw bombek, światełka na choinkę, samą choinkę, jabłka, cynamon, mąkę i jajka, żeby sobie przypomnieć też i sam smak dzieciństwa. Przy okazji pewnie jeszcze całą masę rzeczy, które będziemy mijać szukając mąki i cynamonu. Musimy szukać, bo sklep przemeblowano właśnie i porządek, do którego się przyzwyczailiśmy diabli wzięli.
Usłyszałem o aromamarketingu w radio. O taktykach handlowych, które się nazywa różnymi zgrabnymi słowami, na różne sposoby, byle nie po imieniu. Kiedy pachnie nam wanilią, jesteśmy podobno skłonni kupować więcej jedzenia – wanilia sprawia, że nabieramy apetytu. Biura podróży pachną olejkami do opalania i mokrymi ręcznikami – takimi z plaży, leżącymi na piasku i schnącymi w słońcu. Gdyby ktoś nie był zdecydowany na wykupienie wycieczki, układ nerwowy, który odbierze zapachy i przetworzy je – bez udziału świadomości –  pomoże mu podjąć decyzję.
Zdarzyło się Wam kiedyś wpaść na szybę? Mnie osobiście nie, ale mojemu koledze tak. W drodze ze szkoły zawsze przechodził przez ‘dziurę’ w przystanku autobusowym. Ktoś kiedyś wybił szybę i przystanek przez długi czas pozbawiony był bocznej ściany. Kolega zwykle przechodził przez tą właśnie ścianę, a właściwie przez ramę, w której ściany nie było. Aż pewnego razu ściana pojawiła się. Wstawiono szybę. Kolega niestety tego nie zauważył i wlazł prosto w szybę. My mieliśmy kupę śmiechu, on rozbity nos. Ale – do czego zmierzam: do tego, że często nie zdajemy sobie sprawy, jaki wpływ mają na nas ‘przezroczyste’ i przez to niewidoczne rzeczy i jakie potrafią być dla nas groźne.
Oczywiste jest, że zapach ciasta z jabłkami większości z nas miło się kojarzy. Ale to, co jesteśmy w stanie zrobić pod wpływem tych skojarzeń, to już inna sprawa. Ktoś zauważył oczywistość, której większość nie dostrzega i wykorzystał ją, za pomocą zapachu nakłaniając nas do wydania większej ilości pieniędzy.
Uodporniliśmy się w pewnym stopniu na reklamę. Nie wierzymy tym wszystkim uśmiechniętym paniom, które doczyszczają, wybielają, domywają, usuwają i nie mają zaparć; tym panom, którzy są szczęśliwi i tacy… fajni, bo właśnie kupili nowy samochód i w ogóle się nie pocą, przez całe dwadzieścia cztery letnie, upalne godziny – ani trochę. Nie wierzymy, ale sami chcemy być fajni. Dobrze wyglądać, robić wrażenie na otoczeniu. Podobają nam się ludzie, którzy mają taką zdolność. No właśnie. Jeśli nie można przez prostą reklamę, spróbujmy przez prosty przykład! Tak narodziło się pojęcie oraz wręcz zawód trendsettera. Dajmy komuś coś, żeby pokazał ludziom, jakie to efektowne. Wtedy ci ludzie przyjdą do nas i kupią to coś, bo też będą chcieli być efektowni i przyciągać spojrzenia. Łapiemy się na takie sztuczki. Dajemy sobą manipulować.
Dostałem ostatnio w sklepie bon. Zapłaciłem przy kasie sto złotych z haczykiem i od pani wręczającej mi paragon usłyszałem, że mogę z tym paragonem podejść do stolika i odebrać bon. Odebrałem – na dziesięć złotych. „Jakby nie mogli nam dziesięciu złotych odliczyć po prostu od rachunku” – skomentowała sytuację moja żona. Ano – nie mogli by, a właściwie pewnie by i mogli, ale czy by im się to opłacało? Jeszcze bym to dziesięć złotych wydał gdzie indziej. A tak – wrócę z bonem. Tylko co ja kupię za dziesięć złotych? Do tego przed świętami? Wrócę z bonem i zrobię kolejne zakupy za stówkę, albo i lepiej. I to im się opłaci. „Oj tam – dali nam dziesięć złotych” – mówi na to żona. Nie dali – zainwestowali. „Ty w ogóle w ludzi nie wierzysz i w życzliwość” . W ludzi to może i wierzę, ale w życzliwość korporacji, to raczej nie bardzo. „Ale za korporacjami stoją ludzie”. Za korporacjami stoją analizy finansowe i plany wynikowe.
Wesołych świąt!

10 komentarzy:

  1. no, Wesołych .. aromatycznych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie najbardziej rozwalają kolędy w marketach, tych super, hiper... Do tego zapach, uśmiechnięta obsługa i zapachy...
    Tyle, że na mnie to nie działa - studencki portfel na szczęścia znacznie hamuje szaleństwa zakupowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na każdym kroku manipulacja! Trzeba bardzo nienawidzić klientów i mieć wielkie kły na duże zyski, żeby przed świętami zrobić "przemeblowanie" wśród towarów. Strasznie mnie to wkurza!
    I wówczas tym bardziej unikam dodatkowych zakupów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż... ja tylko sprostuję - małe sklepiki też wabią zapachami. Pobliski warzywniak serwuje taki aromat kiszonej kapusty, że ho ho.

    Nie ma w tym nic złego - jeśli się lubi taką kapuchę.

    A zapach starych "salonów fryzjerskich"? W moim małym miasteczku strzyże mnie facet, który odziedziczył miejsce pracy po swoim ojcu - też fryzjerze.

    Nie można z niczym pomylić tej mieszaniny zapachów wód toaletowych, kremów do golenia i Bóg wie, czego tam jeszcze.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  5. Antek, jest różnica między naturalnymi zapachami miejsc, a sztucznymi, które te naturalne kopiują właśnie dlatego, że się nam one miło kojarzą. Manipulacja leży właśnie w wykorzystaniu tych sztucznych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wesołych Świąt!
    Takich pachnących szarlotką, cynamonem i igliwiem, z dźwiękiem piszczących z radości małych dzieci, z widokiem uśmiechów na twarzach składających sobie szczere życzenia członków rodziny i z wirującymi za oknem płatkami śniegu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że manipuluję. Bezwstydnie, świadomie i wabiąco. Już od początku grudnia posługuje sie świeczkami o zapachu wanilii i aromatami do ciasta. I każdy zaraz zwalnia, ma czas na kawę i jakos tak więcej usmiechu. Na manipulacje sklepów jestem całkowicie zamknięta. :)
    Idę zrobic gorącą czekolade, to będzie dopiero zapach zimy:)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. E tam, Pieprzu, to nie manipulacja, to tworzenie atmosfery... Chyba, że sprzedajesz kawę :-)

    OdpowiedzUsuń