Niedawno
miałem taki pomysł, żeby napisać o papieżu. Bo oto nagle zostałem osaczony
przez jedno pytanie: kto po Benedykcie?
Pytały mnie o to gazety, pytało radio, internetowe portale też pytały. No, może
mnie nie pytały, bo skąd niby miałbym wiedzieć (gdybym wiedział, to bym pobiegł
bo bukmachera, na takiej wiedzy można podobno zarobić), ale wysyłając to
pytanie w eter sugerowały, że powinienem się nad tą kwestią głowić.
Postanowiłem więc o tym napisać, ale pisanie mi jakoś nie szło, a to co wyszło,
było jakieś takie mało poważne, trochę prześmiewcze… W końcu zrezygnowałem. I
dobrze!
Bo ja się,
prawdę mówiąc, nad kwestią wyboru nowego papieża szczególnie nie głowię. Sprawa
jest mi raczej obojętna. Zainteresuję się pewnie, gdy już będzie wiadomo, kto
na tronie Stolicy Piętrowej zasiądzie. Będę sprawdzał, na ile ten ktoś jest
zabawny i dlaczego. Benedykt, wiadomo, zabawny był. Czasem na przykład wyglądał
jak postać z Gwiezdnych wojen. Gdy go
fotograf odpowiednio uchwycił – z kołnierzem przez wiatr zawianym na głowę i
zamienionym w kaptur, z lekko szpiczastymi uszami i zapadniętymi oczami
faktycznie przypominał mrocznego Dartha, stojącego po ciemnej stronie Mocy. I w
ogóle ten kołnierz lubił Benedyktowi płatać figle. A to na twarzy, a to na
głowie, to z tyłu atakował, to z boku. Widziałem nawet niedawno taki montaż
kilku ujęć z niesfornym kołnierzem układającym się Benedyktowi nie tam, gdzie
powinien i podopisem: Mam dość! Odchodzę!
Było więc zabawnie. A gdy się papież odezwał, szczególnie gdy nas, Polaków
chciał pozdrowić i zrobić to ciule,
to już w ogóle był ubaw.
Czy się nowy
papież wpisze w jakąś zabawną konwencję? Sprawdzę. Liczę w tej kwestii na
internatów, na ich humor i refleks w reagowaniu na każdą wpadkę, a nade
wszystko na dar interpretowania niewinnych z pozoru sytuacji jako zabawnych
wpadek.
Pytanie, czy
humor w narodzie nam nie zaginie, gdy się nagle okazało, że żyjemy w cieniu
Inkwizycji ukrywającej się pod postacią Sejmowej Komisji Do Walki z Ateizacją
Polski. Ostatnio przecież pewien artysta kabaretowy, niejaki Abelard Giza ośmielił
się z papieża zażartować. I co? Inkwizycja się upomniała. Tak sobie beztrosko
pan Giza żartował w swoim skeczu, że dzisiaj można powiedzieć, że papież to
przecież też człowiek, a kiedyś to od razu żartownisia wysłali by na stos, i
proszę! Taki figiel losu: w kraju, w którym ponoć nigdy stosów nie było (były
oczywiście, ale w stosunkowo małej skali, prawie niezauważalnej) dla niego
specjalnie chcą rozpalić. Jak Komisja zacznie grzebać, to się może jeszcze
doszuka czegoś więcej: może oskarżony jada mięso w piątek? a może rzuca uroki i
paktuje z nieczystymi siłami? a może bluźni twierdząc, że nie było żadnego
zamachu a mgła była zwyczajna i winić można za nią tylko Matkę Naturę?
Poszperają, pogrzebią, znajdą świadków, przesłuchają, sobie tylko znanymi
metodami i jak nic trzeba będzie organizować auto de fe.
No i strach
teraz pisać o papieżu w tonie innym, niż poważny i pełen nabożnej czci. Strach,
bo co będzie, gdy papieżem nie zostanie jednak biały Europejczyk? Żarty się
posypią, ludzie nie będą się mogli powstrzymać. Już widzę te prześmiewcze
rysunki i fotomontaże: że jeszcze niedawno wysyłali do takich misjonarzy, by
ich z drzew ściągali i objawiali Prawdę, która miała ich wyzwolić, a teraz
całują po pierścieniach. I co wtedy będzie? Prawe i sprawiedliwe Psy Pańskie
będą miały pełne ręce roboty, ścigając tych, co się śmieją a przede wszystkim
rozśmieszających. Plus taki, że bezrobocie spadnie, szczególnie wśród dostawców
chrustu i strugaczy pali. I pewnie w sezonie grillowym, gdy już w końcu
nastanie, problem będzie stanowiło zdobycie rozpałki, bo siły produkcyjne jej
wytwórców będą musiały być skierowane na pole walki z ateizacją.
No patrzcie,
miałem nie pisać, a napisałem. Co teraz? Nie wiem, ale strach myśleć. Czy
przyjdą po mnie w nocy? O czwartej nad ranem podobno kiedyś przychodzili, bo
wtedy człowiek śpi najsmaczniej i niczego się nie spodziewa (oj, znowu źle,
przecież jeden sędzia ostatnio też porównał metody tych, co przychodzą teraz do
metod tych kiedyś przychodzących o czwartej, i miał przez to straszne problemy).
A niech przyjdą. W razie czego, mam nadzieję, stosik mi usypią obok stosiku
pana Abelarda. Razem staniemy, może nawet zaśpiewamy: Always look on the bright side
of life…A później krzykniemy: A
jednak się kręci!